Czas ruszać
Jest godzina 6.30 pora wstawać. O 7.00 w odległym o kilka kilometrów Kościele zaczyna się msza, a przecież trzeba jeszcze się umyć, przebrać, spakować przybory toaletowe i coś zjeść. Gospodarze zazwyczaj są bardzo mili, podwożą nas do świątyni, gdzie ksiądz zaczyna liturgię.
Po skończonej mszy ruszamy dalej, przechodząc przez kolejne wioski machamy napotkany ludziom, zwykle odpowiadają tym samym, chociaż zdarzają się też tacy, którzy burkną coś pod nosem i jadą dalej. Około 13.00 przechodzimy przez kolejną wioskę zatrzymujemy się tu na obiad. Na ludzi zawsze można liczyć, dają nam to, co mają, a często nawet więcej. Krotka przerwa i ruszamy dalej. W końcu musimy przejść jeszcze kilkanaście kilometrów zanim znowu będziemy szukać noclegu. W międzyczasie wszyscy śpiewają i oczywiście tańczą "belgijskiego". Nie może być inaczej, w końcu wszyscy wiedzieli, na co się decydują. Jest 19.30 docieramy wreszcie do miejsca noclegu. Jak dobrze! Nikt nie marzy o niczym innym jak o ciepłym prysznicu i gorącej herbacie. Trzeba się jeszcze przebrać, bo za chwilę ognisko integracyjne. Oj będzie się działo!
Iść czy jechać
Rowerem do Częstochowy? Nie, nie ma tu żadnej pomyłki. Nie jest to zbyt popularna forma pielgrzymowania, ale istniejąca już od blisko 5 lat (w zależności od diecezji). W 2009 roku rowerem na Jasną Górę wjadą między innymi warszawianie, mieszkańcy Radomia, a także Pomorzanie. Podobno na dwóch kółkach łatwiej, być może.
Na pewno szybciej. A przecież cel wszyscy mają ten sam. Taka forma pielgrzymowania jest na pewno lepsza dla ludzi, którzy dysponują tylko 28 dniami urlopu w ciągu całego roku, wygodniejsza, dla tych, których nie męczy duży wysiłek, ciekawsza, dla tych, którzy większość życia spędzają siedząc za biurkiem, a przemieszczają się tylko za pomocą samochodu, samolotu lub pociągu. To rewelacyjne oderwanie od szarej rzeczywistości, okazania do poznania pokutnej drogi z innej perspektywy. Jadący rowerami są bardziej zżyci ze sobą (pielgrzymki rowerowe zazwyczaj nie są zbyt liczne). Solidaryzują się w trudach podróży. Razem śpiewają, dzielą się jedzeniem, podają wodę tym, których bidony są już puste. I tak przez kilka dni. Aż wreszcie osiągają upragniony cel - upadają przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Powierzają swoje troski i kłopoty, proszą o błogosławieństwo na kolejny rok, by znów przyjechać tu i podziękować za wszelkie łaski otrzymane za pośrednictwem Czarnej Madonny.